Sprośność intelektualna Marzec 31, 2009
Posted by katrinn76 in sex.Tags: erotyczne wywody, historia, sex
trackback
Wykłady doktora Sebastiana cieszyły się wśród studentów polonistyki wyjątkowym powodzeniem, chociaż przedmiot pod nazwą gramatyka historyczna faktycznie pasjonował niewielu. Nieważne było jednak o czym pan adiunkt mówił, tylko jakich używał przykładów do zobrazowania swoich wywodów. Egzemplifikować procesy językowe zaś lubił on słowami i zwrotami bardzo potocznymi, żeby nie powiedzieć wulgarnymi. Przy okazji wbijał zaś studenterii do głów, że to samo słowo na przestrzeni wieków zmieniało często swoje znaczenie. Na przykład taki rzeczownik kutas. Przecież jeszcze w „Panu Tadeuszu” czytamy, że ktoś tam był przepasany pasem ze zwisającym kutasem. Czyżby któryś z bohaterów wieszcza chodził niekompletnie ubrany od pasa w dół – pytał retorycznie wykładowca? Oczywiście nie to poeta chciał nam powiedzieć. Kutasem w dawnej Polsce nazywano bowiem ozdobę o podłużnym kształcie mocowaną do pasów, kotar, zasłon, a nawet – o zgrozo – do damskich sukien. Rozważania tego typu interesowały wszystkich, ale panna Patrycja zdawała się wręcz pasjonować tą tematyką. Siadała w pierwszym rzędzie i nierzadko podsuwała doktorowi przykłady do wykorzystania, a jeśli nawet nie miała nic do powiedzenia, to jej zgrabne nogi i błyskająca spod krótkiej kiecki kształtna dupka same w sobie stanowiły dla wykładowcy inspirację. Wspólny język znajdowała z nim również po wykładach. Początkowo były to tylko dyskusje na korytarzu, ale wkrótce doktor zaprosił ją do swojego pokoju w hotelu naukowym, zwanym przez studentów mądralem. Oczywiście, nie obyło się tam bez zajęć praktycznych. Przy kawie gospodarz pewnym ruchem ręki zapuścił się w okolice pod spódnicą dziewczyny znane sobie dotychczas tylko z widzenia, nie zaprzestając jednakowoż nauczania. Poinformował, że to coś miękkiego i wilgotnego, w czym właśnie zanurzył palce, przed wiekami nosiło nazwę kiep i stanowiło rzeczownik rodzaju żeńskiego. Ona w tym czasie zajęła się tym, co dzisiaj określane jest kutasem właśnie, ale na tym skończyły się już historyczno-językowe gry. Bo żadne z nich nie wiedziało jak dawniej określane obciąganie będące następnym etapem zajęć praktycznych, a istniało wręcz podejrzenie, że niegdysiejsze pokolenia Polek raczej nie imały się tego zajęcia. Teksty źródłowe wskazują na zagraniczne pochodzenie dzisiejszej mody na branie do buzi, co zdaje się potwierdzać jedna z nazw zabiegu – miłość francuska. Kiedy po spuszczeniu się dziewczęciu na lica doktor odzyskiwał wigor liżąc młodą cipkę (jeszcze kilkadziesiąt lat temu w ten sposób określało się kurczątko), też nie znajdował rodzimego, dobrze zakorzenionego w narodowej tradycji językowej słowa na nazwanie tej czynności. Nic innego poza francuską minetą nie przychodziło mu do głowy. Naukowe doświadczenie podsuwało dopiero tradycyjną polską nazwę do czynności kolejnej, czyli klasycznego przelatywania kobitki. Gotów był dać sobie uciąć wszystko, że Polacy sprzed wieków używali na to określenia „jebać”, ale ze względu na rażąco wulgarny charakter tego słowa dziś (nawet Fredro zastępował je terminem „obłapiać”) nie zdecydował się go użyć w obecności damy, goszczącej go akurat pomiędzy swoimi nogami. Kolejne dyskusje wykładowcy ze studentką miały jednak już charakter bardziej otwarty. Po trzeciej bodajże randce Patrycja spytała kochanka, czy nie wie jak w dawnych wiekach mówiło się na trzyminutowca, co było wyraźną aluzją do jego przedwczesnego wytrysku. Podczas powstałej sprzeczki usłyszał też, że jest mocny tylko w gębie, więc postanowił bardziej angażować się właśnie tą częścią ciała. Gdy zafundował małej minetę z finałem, natychmiast wrócił jej humor i mogli podjąć rozważania naukowe. Oboje bardzo ubolewali nad zakłamaniem i pruderią w kwestii języka erotycznego. Zgodzili się, że o „tych sprawach” mówi się u nas albo bardzo wulgarnie, albo oficjalnie i naukowo, natomiast brakuje określeń potocznych, nienacechowanych emocjami. Patrycja zauważyła, że polszczyzna ma dziwną tendencję do wulgaryzowania wszelkich metafor przywoływanych na określanie narządów płciowych zarówno męskich, jak i żeńskich oraz wspólnych czynności tychże. Kutas i cipa są tego sztandarowymi przykładami. Swoją najbardziej odkrywczą myśl zdradziła Sebastianowi, gdy zaprosił ją na całą noc. Zadowolona kilkakrotnie pod rząd (niestety, nadal tylko językiem) młoda lingwistka powiedziała, że ma pomysł jak odczarować całą sferę erotycznej komunikacji po polsku. Sugerowała mianowicie, iż należałoby w tym celu sięgać konsekwentnie do słów i zwrotów, które uchodzą dziś za nieprzyzwoite, ale stosować wyłącznie ich formy deminutywne, czyli zdrobniałe. I znalazła nawet w literaturze przykład świadczący, że to działa. Konkretnie w „Listach do Marysieńki” Jana III Sobieskiego, gdzie zakochany król pisze do żony, że jej cyceczki mięciutkie całuje, a dupeczkę okrąglutką ściska. Prawda, że brzmi to całkiem sympatycznie, w odróżnieniu od cycków i dupy – spytała wykładowcy studentka? Ten nie zaprzeczył, po czym jęli wspólnie przymierzać się do oswajania przez zdrabnianie pozostałych erotycznych wulgaryzmów. Słowa pizdeczka i hujek (ewentualnie huik – to rzecz jeszcze do naukowej dyskusji) uznali za całkiem do przyjęcia, podobnie jak sex. Co do kurewki mieli już pewne wątpliwości, ale nie dlatego, iżby wyraz ten miał brzmieć źle, tylko z racji jego olbrzymiej popularności wśród Polaków w formie niezdrobnionej i w dyskusjach niezwiązanych z sexem. Gdy kochankowie zaczęli używać takich określeń podczas intymnych kontaktów, poprawiła się też jakość ich wzajemnych doznań. Doktorowi udało się opanować nieco swoją ekspresową przypadłość, dzięki czemu mógł dogadzać pizdeczce swym huikiem, a nie tylko językiem, z czego facet był bardzo dumny, zaś kobitka zadowolona. Tymczasem zbliżały się wakacje, co oznaczało dłuższe rozstanie. Przez trzy miesiące doktorowi i studentce udało się spotkać ledwie dwa razy, z tym, że do jsexu doszło tylko raz i to znów z jednostronnym sukcesem. Mimo to, z nastaniem nowego roku akademickiego dziewczyna chciała kontynuować randki w mądralu, lecz okazało się, że jej miejsce w łóżku naukowca zajęła już inna studentka. Jednocześnie w językoznawczym czasopiśmie ukazał się fachowy artykuł Sebastiana pod tytułem „Sprośność oswojona”, zawierający główne tezy dyskusji autora z Patrycją. Studentka poczuła się więc podwójnie oszukana. Próbowała od autora domagać się sprostowania, chodziła na skargi do dziekana i rektora, ale wszędzie ją zbywano. Nie przedstawiała bowiem żadnych dowodów na poparcie swoich pretensji do odkrywczych myśli zawartych w publikacji. Tymczasem dowody takie miała, co uświadomił jej pewien redaktor, z którym spotykała się jeszcze przed znajomością z Sebastianem, a teraz znów zaczęła mu dawać dupeczki. Przecież pisywała wraz z nim do pewnego „świerszczyka”, gdzie pod pseudonimem „Pengirl” relacjonowała ze szczegółami swoje rzekome czy też rzeczywiste spotkania z facetami. Rozważaniom językowym poświęcała tam sporo miejsca, wykładając m.in. swoją teorię odwulgaryzowywania terminów erotycznych. Mimo wszystko z pisemkami takimi wstydziła się pójść do jego ekscelencji rektora, ale za pośrednictwem adwokata zdecydowała się wytoczyć doktorowi proces o kradzież własności intelektualnej, czyli o tzw. plagiat. Pozwany chciał zawrzeć cichą ugodę, tak, aby wątpliwości co do autorstwa jego pomysłu na oswajanie sprośności nie zostały nagłośnione, ale powódka pozostawała nieugięta. Bo tak naprawdę to nie tyle chciała odzyskać swoje prawa do własności intelektualnej, co zemścić się za porzucenie.
Korzystny wpływ mają za to warzywa i owoce morza oraz picie dużej ilości płynów. Także i tutaj istotny jest ruch. Ćwiczenia fizyczne pobudzają bowiem krążenie, to zaś ma wpływ zarówno na produkcję plemników, jak jakoś ejakulacji. Granica między tym, co dobre, a tym, co szkodliwe w przypadku procentowych trunków jest bardzo płynna. Nie przeszkadza to ludziom eksperymentować z alkoholem, byle osiągnąć oczekiwany efekt. Fakt, że nie zawsze się to udaje, wynika głównie z nadmiernego spożycia. Skutkiem natychmiastowym przedawkowania bywa utrata kontroli nad własnym ciałem, rzadziej świadomością. Z kolei dłuższa przyjaźń z butelką wiedzie m.in. do impotencji… Nie znaczy to jednak, że należy unikać go w ogóle. Alkohol posiada bowiem właściwości pobudzające. Dlatego od zarania dziejów używany był jako środek, za pomocą którego łatwiej prze kroczyć granice – także sexualne.
hehe, dobry wpis, slyszałem o takich jazdach bardzo dużo. u mnie na wykładach niestety nie ma żadnych odwołań do pornografii. A czuje, że duzo bardziej by mnie wszystko interesowało