Zasłyszane Kwiecień 16, 2009
Posted by katrinn76 in sex.add a comment
Będąc już prawie w połowie drogi facet postanowił nie wracać, tylko donieść swą zdobycz do domu. Wnet przekonał się, że nieco przecenił swoje siły. W ciemnościach panujących na podmiejskiej drodze potknął się i oboje wylądowali w rowie. Tam najpierw usiłował obudzić Ewę i namówić do kontynuowania spaceru, a gdy okazało się to niewykonalne, przez głowę przeszła mu myśl, aby na miejscu uraczyć ją sexem oralnym, do czego zresztą prowokowała go ewidentnie wyzywająca pozycja śpiącej oraz jej niekompletny strój składający się tylko z krótkiej kiecki oraz futerka z królików. Zrezygnował jednak z tego zamiaru ze względu na zimno (nawet nie mógłby liczyć na rozgrzanie mu kolby), swoją niechęć do sexu w miejscach publicznych, no i z obawy, że sam mógłby potem zasnąć w rowie. Z największym trudem wziął więc na ręce towarzyszkę, lecz marsz z takim brzemieniem był bardzo trudny. Próbował przełożyć je sobie przez ramię, lecz ono uparcie zsuwało mu się głową na dół. Ostatnie metry pokonali w ten sposób, że on splótł swoje dłonie pomiędzy jej nogami, zaś głowę i ręce przerzucił sobie na plecy. W domu ułożył swą zdobycz w małżeńskiej łożnicy, obiecując tam srogo zemścić się na pracującej za granicą żonie, co do której niewierności był prawie pewien. Gdy jednak legł przy Ewie, siły go całkiem opadły i sam zdrzemnął się na kilka godzin zapominając zupełnie o sexie. Gdy się obudził, było już jasno.
Sprośność intelektualna Marzec 31, 2009
Posted by katrinn76 in sex.Tags: erotyczne wywody, historia, sex
2 comments
Wykłady doktora Sebastiana cieszyły się wśród studentów polonistyki wyjątkowym powodzeniem, chociaż przedmiot pod nazwą gramatyka historyczna faktycznie pasjonował niewielu. Nieważne było jednak o czym pan adiunkt mówił, tylko jakich używał przykładów do zobrazowania swoich wywodów. Egzemplifikować procesy językowe zaś lubił on słowami i zwrotami bardzo potocznymi, żeby nie powiedzieć wulgarnymi. Przy okazji wbijał zaś studenterii do głów, że to samo słowo na przestrzeni wieków zmieniało często swoje znaczenie. Na przykład taki rzeczownik kutas. Przecież jeszcze w „Panu Tadeuszu” czytamy, że ktoś tam był przepasany pasem ze zwisającym kutasem. Czyżby któryś z bohaterów wieszcza chodził niekompletnie ubrany od pasa w dół – pytał retorycznie wykładowca? Oczywiście nie to poeta chciał nam powiedzieć. Kutasem w dawnej Polsce nazywano bowiem ozdobę o podłużnym kształcie mocowaną do pasów, kotar, zasłon, a nawet – o zgrozo – do damskich sukien. Rozważania tego typu interesowały wszystkich, ale panna Patrycja zdawała się wręcz pasjonować tą tematyką. Siadała w pierwszym rzędzie i nierzadko podsuwała doktorowi przykłady do wykorzystania, a jeśli nawet nie miała nic do powiedzenia, to jej zgrabne nogi i błyskająca spod krótkiej kiecki kształtna dupka same w sobie stanowiły dla wykładowcy inspirację. Wspólny język znajdowała z nim również po wykładach. Początkowo były to tylko dyskusje na korytarzu, ale wkrótce doktor zaprosił ją do swojego pokoju w hotelu naukowym, zwanym przez studentów mądralem. Oczywiście, nie obyło się tam bez zajęć praktycznych. Przy kawie gospodarz pewnym ruchem ręki zapuścił się w okolice pod spódnicą dziewczyny znane sobie dotychczas tylko z widzenia, nie zaprzestając jednakowoż nauczania. Poinformował, że to coś miękkiego i wilgotnego, w czym właśnie zanurzył palce, przed wiekami nosiło nazwę kiep i stanowiło rzeczownik rodzaju żeńskiego. Ona w tym czasie zajęła się tym, co dzisiaj określane jest kutasem właśnie, ale na tym skończyły się już historyczno-językowe gry. Bo żadne z nich nie wiedziało jak dawniej określane obciąganie będące następnym etapem zajęć praktycznych, a istniało wręcz podejrzenie, że niegdysiejsze pokolenia Polek raczej nie imały się tego zajęcia. Teksty źródłowe wskazują na zagraniczne pochodzenie dzisiejszej mody na branie do buzi, co zdaje się potwierdzać jedna z nazw zabiegu – miłość francuska. Kiedy po spuszczeniu się dziewczęciu na lica doktor odzyskiwał wigor liżąc młodą cipkę (jeszcze kilkadziesiąt lat temu w ten sposób określało się kurczątko), też nie znajdował rodzimego, dobrze zakorzenionego w narodowej tradycji językowej słowa na nazwanie tej czynności. Nic innego poza francuską minetą nie przychodziło mu do głowy. Naukowe doświadczenie podsuwało dopiero tradycyjną polską nazwę do czynności kolejnej, czyli klasycznego przelatywania kobitki. Gotów był dać sobie uciąć wszystko, że Polacy sprzed wieków używali na to określenia „jebać”, ale ze względu na rażąco wulgarny charakter tego słowa dziś (nawet Fredro zastępował je terminem „obłapiać”) nie zdecydował się go użyć w obecności damy, goszczącej go akurat pomiędzy swoimi nogami. Kolejne dyskusje wykładowcy ze studentką miały jednak już charakter bardziej otwarty. Po trzeciej bodajże randce Patrycja spytała kochanka, czy nie wie jak w dawnych wiekach mówiło się na trzyminutowca, co było wyraźną aluzją do jego przedwczesnego wytrysku. Podczas powstałej sprzeczki usłyszał też, że jest mocny tylko w gębie, więc postanowił bardziej angażować się właśnie tą częścią ciała. Gdy zafundował małej minetę z finałem, natychmiast wrócił jej humor i mogli podjąć rozważania naukowe. Oboje bardzo ubolewali nad zakłamaniem i pruderią w kwestii języka erotycznego. Zgodzili się, że o „tych sprawach” mówi się u nas albo bardzo wulgarnie, albo oficjalnie i naukowo, natomiast brakuje określeń potocznych, nienacechowanych emocjami. Patrycja zauważyła, że polszczyzna ma dziwną tendencję do wulgaryzowania wszelkich metafor przywoływanych na określanie narządów płciowych zarówno męskich, jak i żeńskich oraz wspólnych czynności tychże. Kutas i cipa są tego sztandarowymi przykładami. Swoją najbardziej odkrywczą myśl zdradziła Sebastianowi, gdy zaprosił ją na całą noc. Zadowolona kilkakrotnie pod rząd (niestety, nadal tylko językiem) młoda lingwistka powiedziała, że ma pomysł jak odczarować całą sferę erotycznej komunikacji po polsku. Sugerowała mianowicie, iż należałoby w tym celu sięgać konsekwentnie do słów i zwrotów, które uchodzą dziś za nieprzyzwoite, ale stosować wyłącznie ich formy deminutywne, czyli zdrobniałe. I znalazła nawet w literaturze przykład świadczący, że to działa. Konkretnie w „Listach do Marysieńki” Jana III Sobieskiego, gdzie zakochany król pisze do żony, że jej cyceczki mięciutkie całuje, a dupeczkę okrąglutką ściska. Prawda, że brzmi to całkiem sympatycznie, w odróżnieniu od cycków i dupy – spytała wykładowcy studentka? Ten nie zaprzeczył, po czym jęli wspólnie przymierzać się do oswajania przez zdrabnianie pozostałych erotycznych wulgaryzmów. Słowa pizdeczka i hujek (ewentualnie huik – to rzecz jeszcze do naukowej dyskusji) uznali za całkiem do przyjęcia, podobnie jak sex. Co do kurewki mieli już pewne wątpliwości, ale nie dlatego, iżby wyraz ten miał brzmieć źle, tylko z racji jego olbrzymiej popularności wśród Polaków w formie niezdrobnionej i w dyskusjach niezwiązanych z sexem. Gdy kochankowie zaczęli używać takich określeń podczas intymnych kontaktów, poprawiła się też jakość ich wzajemnych doznań. Doktorowi udało się opanować nieco swoją ekspresową przypadłość, dzięki czemu mógł dogadzać pizdeczce swym huikiem, a nie tylko językiem, z czego facet był bardzo dumny, zaś kobitka zadowolona. Tymczasem zbliżały się wakacje, co oznaczało dłuższe rozstanie. Przez trzy miesiące doktorowi i studentce udało się spotkać ledwie dwa razy, z tym, że do jsexu doszło tylko raz i to znów z jednostronnym sukcesem. Mimo to, z nastaniem nowego roku akademickiego dziewczyna chciała kontynuować randki w mądralu, lecz okazało się, że jej miejsce w łóżku naukowca zajęła już inna studentka. Jednocześnie w językoznawczym czasopiśmie ukazał się fachowy artykuł Sebastiana pod tytułem „Sprośność oswojona”, zawierający główne tezy dyskusji autora z Patrycją. Studentka poczuła się więc podwójnie oszukana. Próbowała od autora domagać się sprostowania, chodziła na skargi do dziekana i rektora, ale wszędzie ją zbywano. Nie przedstawiała bowiem żadnych dowodów na poparcie swoich pretensji do odkrywczych myśli zawartych w publikacji. Tymczasem dowody takie miała, co uświadomił jej pewien redaktor, z którym spotykała się jeszcze przed znajomością z Sebastianem, a teraz znów zaczęła mu dawać dupeczki. Przecież pisywała wraz z nim do pewnego „świerszczyka”, gdzie pod pseudonimem „Pengirl” relacjonowała ze szczegółami swoje rzekome czy też rzeczywiste spotkania z facetami. Rozważaniom językowym poświęcała tam sporo miejsca, wykładając m.in. swoją teorię odwulgaryzowywania terminów erotycznych. Mimo wszystko z pisemkami takimi wstydziła się pójść do jego ekscelencji rektora, ale za pośrednictwem adwokata zdecydowała się wytoczyć doktorowi proces o kradzież własności intelektualnej, czyli o tzw. plagiat. Pozwany chciał zawrzeć cichą ugodę, tak, aby wątpliwości co do autorstwa jego pomysłu na oswajanie sprośności nie zostały nagłośnione, ale powódka pozostawała nieugięta. Bo tak naprawdę to nie tyle chciała odzyskać swoje prawa do własności intelektualnej, co zemścić się za porzucenie.
SEKS ZA KASĘ Marzec 30, 2009
Posted by katrinn76 in sex.Tags: pieniądze, sex, sponsoring
4 comments
„Atrakcyjna, 20-letnia studentka o szczupłej budowie ciała, zaprosi do siebie panów ceniących sex na najwyższym poziomie. Miła atmosfera, dyskrecja”, „Jestem sympatyczną blondynką, która umili ci czas i spełni wszystkie zachcianki! Mam 21 lat, biust C, długie nogi i sprawny języczek. Nie męcz się z żoną, która nie potrafi ci dać rozkoszy – przyjdź do mnie!”. Takich ogłoszeń można znaleźć w internecie i gazetach tysiące. W większości opatrzone są zdjęciami z niewidoczną twarzą. Widać za to wszystko inne. Pierwsze tego typu komercyjne anonse pojawiły się w Polsce wiele lat temu – najpierw w gazetach. Internet sprawił, że zjawisko uległo upowszechnieniu na wciąż rosnącą skalę. PRYWATKI, czyli atrakcyjne, dyskretne, zadbane i gwarantujące klientom bezpieczeństwo dziewczyny. Ochoczo podejmują rozmowę na temat przygodnego sexu, ale… za 150 zł za krótkie prywatne spotkanko. Możemy rozmawiać albo skorzystać z tego, co w cenie jest przez dziewczynę oferowane: wspólna kąpiel, pieszczoty, pocałunki, miłość francuska w prezerwatywie, rzadziej stosunek. Za 200 zł klient może już liczyć na stosunek czy sex oralny bez kondoma, z finałem w ustach. Mówimy tu o maksymalnie jednogodzinnym tete a tete. Inne atrakcje dla wymagających albo wybrednych klientów wymagają indywidualnych uzgodnień i stosownych dopłat. I tak, stosunek analny kosztuje dodatkowo od 100 do 300 zł. Nadal jest rzadkością i niewiele dziewczyn się na niego godzi. Podobnie ma się sprawa z pissingiem (zabawa z moczem) czy kawiorem (zabawa z kałem) – te usługi to wyjątkowe świadczenia, wyłącznie dla stałej klienteli. Świadczy je średnio jedna na sto „prywatek”. Zapytaliśmy też o usługi dla fetyszystów, masochistów i innych preferencji. Zdarzają się klienci tego typu, ale zmuszeni są do długich, często bezowocnych poszukiwań. Kim są dziewczyny sprzedające klientom ciało w swoich mieszkaniach? Na ogół to kobiety w wieku od 19 do 30 lat z niewielkim lub bardzo dużym doświadczeniem. Środowiska, z których się wywodzą to bardzo często rodziny robotnicze – wielodzietne, dotknięte biedą lub bezrobociem. Nie można się więc spodziewać, że są to dziewczyny inteligentne, kreatywne, grzeszące obyciem towarzyskim albo znajomością języków obcych. Owszem zdarzają się wśród nich urocze „rodzynki”, ale w większości przypadków na urodzie atrakcje się kończą. Trudno im odpowiedzieć na pytanie o powód, który skłonił je do uprawiania nierządu czy też bycia utrzymanką (niektóre decydują się bowiem na regularne spotkania z jednym mężczyzną – sponsoring). Czy był to wybór z konieczności? Brak perspektyw, widmo bezrobocia, śmiesznie niskich pensji. Ale nie zawsze. Dla niektórych dziewczyn to „prosty” sposób na zarabianie dużych pieniędzy, za które mogą kupić sobie mieszkanie, płacić za studia czy wreszcie odłożyć pewną sumę na późniejsze życie. W „branży” spędzają średnio 3-7 lat, w zależności od tego, kiedy zaczną. Bardzo wiele dziewczyn zaczyna tuż po ukończeniu 18 roku życia. Jak znaleźć „prywatkę”? Wystarczy wpisać w wyszukiwarce internetowej „ogłoszenia towarzyskie”, a wyskoczy nam ponad milion witryn z ofertami płatnych spotkań. Potem trzeba wysłać SMS, by uzyskać dostęp do danych kontaktowych dziewczyn. Należy jednak liczyć się z tym, że nie wszystkie ogłoszenia są prawdziwe. Niektóre mają zachęcać do wysłania SMS-a i nabicia kieszeni adminowi internetowemu. To jak, macie ochotę na „prywatkę”?
Łowca blonynek Marzec 24, 2009
Posted by katrinn76 in sex.Tags: fantazja, miłosna opowieść, sex
8 comments
Irenę Home doprowadzała swoją cipką do szału każdego faceta. Ale nie tylko jej pipka decydowała o tym, że kobieta była prawdziwą bombą. By tego dowieść, wystarczyło wprowadzić właściwe pytania do komputera w policyjnej bazie danych… Mężczyzna wolno zbliżał się o Judy Howard. Gdy podniósł ręce, kobieta zobaczyła sznurek między jego palcami. Chciała krzyknąć, ale z przerażenia nie mogła wypowiedzieć ani słowa. Z jej ust wydobył się tylko zduszony pisk. „Nie…”, rzęziła. „Nie…” Mężczyzna błyskawicznie zarzucił pętlę na szyję kobiety. Głos jej przeobraził się w charczenie. W ataku paniki miotała rękami i nogami na wszystkie strony. Walka o życie wyzwoliła w niej pokłady energii, które zaskoczyły nawet mordercę. Ścisnął więc mocniej pętlę. Po chwili kobieta osłabła, a jej ciało zwiotczało. Błysnęło ostrze. Mężczyzna wprawnymi ruchami ciął ubranie blondynki. Później ściągnął z niej strzępy i złożył w całość obok ciała, jakby to był kombinezon. Później niespiesznie oddalił się z jej mieszkania, nawet nie dotykając denatki. Inspektor Jason Clark przyglądał się zdjęciom z miejsca zdarzenia. To morderstwo przypominało trzy inne zabójstwa. Ofiarami były każdorazowo młode, atrakcyjne blondynki. Wyglądało na to, że same otwierały drzwi swojemu oprawcy. W każdym przypadku morderca pozbawiał ofiary ubrań, tnąc je ostrym przedmiotem. Ale na żadnej z napastowanych kobiet nie dopuścił się czynności sexualnej. – Co też może dziać się w głowie osoby, która jest zdolna do takich rzeczy?! Clark odwrócił się do zadającej to pytanie dziewczyny. Była to Irenę Home, jego asystentka. Ładna, młoda dziewczyna, która pracowała z nim od roku, a od trzech miesięcy dzieliła z nim łóżko. Inspektor wzruszył ramionami: – Prawdopodobnie mamy tu do czynienia z osobą, która nienawidzi kobiet albo z jakimś sadystą. Wygląda na to, że ofiary zostały starannie wybrane. W takim przypadku nie mamy chyba innego wyjścia, jak liczyć na łut szczęścia, który pomoże w rozwiązaniu tej zagadki. – Może killer miał już kłopoty z prawem i znajdziemy jakieś dane w policyjnej kartotece? – myślała głośno Irenę. Inspektor protekcyjnie położył dłoń na jej ramieniu. – Tak długo, jak nie będziemy w stanie wprowadzić właściwych danych, tak długo komputer nie wyświetli nam nazwiska podejrzanego. Nawet wtedy, jeśli kiedyś byt przez nas notowany i w archiwum znajdują się jego dane. – Ale taka możliwość istnieje! – nie dawała za wygraną dziewczyna. Inspektor musiał jej przyznać rację. – Tak – powiedział. – Z pewnością. A potem podjął decyzję: – OK. Daję ci trzy dni na przetrząśnięcie bazy danych. Ani jednego więcej. Inaczej nie dasz mi spokoju tymi domysłami. A dzisiejsza noc należy do nas! Jason wsunął swój gruby członek w wilgotną cipkę Irenę i zaczął ją z przyjemnością posuwać. Gorące dreszcze przenikały jej ciało, gromadziły się w kroczu i powodowały gwałtowny upływ soków. Irene usłyszała mlaskanie własnej cipki i skoncentrowała się na doznawanej przyjemności, której dostarczał jej „grzmot” kochanka. Wydawało się jej, że krocze stanęło w ogniu lub też dziurka zmieniła się nagle w krater wulkanu. Dziewczyna rozłożyła szeroko nogi i, zadzierając je do góry, napięła mięśnie brzucha. Wagina policjantki zaczęła się kurczyć i rozwierać, zasysając członek coraz głębiej, a następnie starając się go z siebie wyrzucić. Jason Clark także był w siódmym niebie. Jego sztywny kutas podrygiwał, ale mimo zbliżającego się orgazmu, komisarz nadal wpychał go do samego dna szczeliny i wyciągał tak, że żołądź prawie całkowicie z niej wychodziła. Wtedy było słychać albo głośnie cmoknięcie, albo „pierdzenie’ wypychanego z cipy powietrza. Komisarz pruł dziewczynę z całych sił i zupełnie zatracił się w tym rypaniu. Dla niego liczyło się teraz jedynie wspaniałe uczucie wilgotnego i gorącego mięska, ściskającego podrygującego kutasa. Oboje przeżyli orgazm równocześnie. Wśród jęków i ekstatycznych okrzyków tarzali się na łóżku, ściskając się rękami i nogami. Po chwili ich ciała zaczęły się uspokajać, rumieniec powoli znikał, puls powracał do normy. Teraz jedyną oznaką sexu był pot na czole komisarza i zupełnie mokry członek, którego przed chwilą wyciągnął z cipki Irenę. Widać na nim było jeszcze parę kropel spermy. Clark wytarł je w pościel. Później kochankowie wzięli się w ramiona i tak zasnęli. Cztery nazwiska skreśliła, bo przestępcy byli już na tamtym świecie… „Notowani mordercy blondynek” – brzmiało pierwsze pytanie wprowadzone przez Irenę do pamięci komputera. Po dłuższej pracy maszyna wyświetliła 25 nazwisk. Cztery z nich policjantka od razu wykreśliła, gdyż przestępcy w tym czasie znaleźli się na tamtym świecie. Sześciu innych też nie brała pod uwagę, bo właśnie odsiadywali swoje wyroki. Pozostało więc piętnastu, którzy mogli mieć coś wspólnego z tymi morderstwami. Do poszukiwań zaangażowano 30 policjantów. Niestety, wrócili z pustymi rękami. Przy pytaniu „próba morderstwa na blondynkach” komputer wyświetlił dane 27 podejrzanych. Znów wysłano ekipę śledczą i znów gliniarze nie znaleźli nic podejrzanego. Później Irenę zagłębiła się w starsze akta spraw, których okoliczności choćby odrobinę przypominały i mogły mieć coś wspólnego z prowadzonym przypadkiem. Młoda śledcza czuła, że krok po kroku zbliża się do rozwiązania zagadki. Na razie jednak kręciła się w kółko. Do głowy przychodziły jej ciągle te same pytania. Za każdym razem wyciągała też te same wnioski. Wypita trzecia kawa nie pomagała. Irenę goniła resztkami sił i chciała iść do domu, gdy nagle w jej głowie jak błyskawica pojawiła się olśniewająca myśl. Do tej pory sądziła, że znajdzie mordercę, zakładając, że ten był notowany za podobne przestępstwo. A co, jeśli do tego czynu skłoniło go działanie jakiejś blondynki, która wyrządziła krzywdę oprawcy? Irenę Home podeszła do komputera i wprowadziła odpowiednie pytanie. Po chwili na ekranie pojawiło się jedno jedyne nazwisko. Pół godziny później otrzymała wiadomość, że przestępca został zatrzymany i na komisariacie przyznał się do winy. – Jak na to wpadłaś? – spytał Clark. – Szukałam faceta, który o mało nie został uduszony przez blondynkę nylonowym sznurem…
Miłosne pozycje Marzec 11, 2009
Posted by katrinn76 in sex.Tags: porada, pozycje, sex
16 comments
Sex na leżąco daje największe pole do popisu, jeśli chodzi możliwość zmiany pozycji, kąta penetracji i rodzaju pieszczot. Tak na przykład proponowany dziś układ pozwala manipulować kobiecym ciałem dość swobodnie i co najlepsze, bez większego wysiłku.